Ośrodek Myśli Psychoanalitycznej
Instytut Filozofii i Socjologii PAN
wunderBlog

Co to jest “reverie”?

Tomasz Kudelski
22 września 2021

Wilfred Bion, o którym będę tutaj mówił przede wszystkim, definiował cele interpretacji analitycznej w następujący sposób: „Celem jest przedstawienie pacjenta najważniejszej osobie, z którą będzie miał do czynienia, a mianowicie jemu samemu. Brzmi to prosto, ale tak naprawdę jest niezwykle trudne.” (Bion, 1987/2013) Przyjmuję te słowa za pierwsze motto niniejszego tekstu, drugie motto zapożyczając od Gastona Bachelarda, fenomenologa inspirującego się psychoanalizą: „Ale kiedy myśl odpoczywa, czuwają obrazy” (Bachelard, 1961/1996).

Zacznijmy od dwóch trudności. Pierwsza z nich dotyczy przekładu na polski terminu „reverie”. Termin ten jest tłumaczony jako „zamyślenie”. Moim zdaniem, nie jest to trafny przekład. Choć „zamyślenie” ma konotacje pewnego stanu (lub procesu?) bliskiego marzeniu na jawie, to jednak zachowuje ścisły związek z „myśleniem” – choć zarazem jest to coś „za”, czy „poza” myśleniem. Choć oczywiście w psychoanalizie mówimy o różnych rodzajach „myślenia” (nieświadomym, magicznym, konkretnym itd.), to jednak słowo „myślenie” może kierować naszą uwagę za bardzo w kierunku procesu racjonalnego i świadomego, a z tym „reverie” wydaje się nie mieć wielkiego związku. Np. wspomniany już Gaston Bachelard poświęcił „reverie” książkę – jej tytuł angielski brzmi The poetics of reverie – co zostało w polskim wydaniu przełożone jako Poetyka marzenia. A więc może bardziej „marzenie”? Zarówno w formie rzeczownikowej, choć może przede wszystkim – czasownikowej, bardziej jako proces „marzenia”, które powołuje do istnienia psychiczną rzeczywistość, co zbliża nas do koncepcji Biona.

A oto trudność druga. Jak pisze Fred Busch (2019) w swej bardzo interesującej książce o pojęciu „reverie”: Zamyślenia analityka. Dociekania nad enigmatycznym pojęciem Biona: „w żadnym z klinicznych seminariów nie ma wskazówki, że Bion pracuje ze swoim zamyśleniem lub zamyśleniem analityka” (s. 13). Mamy zatem paradoksalną trudność, którą F. Busch ujął w pytaniu: czy Bion był bionistą? Nie zrażonym tym (mam nadzieję, że twórczym) paradoksem postanowiłem w moim wykładzie przedstawić fragmenty seminarium klinicznego, które Bion prowadził w Sao Paulo w Brazylii w 1978 roku. Wybrałem to seminarium, bo – oprócz interesujących kwestii merytorycznych – ma ono tę wartość, że jego tłumaczenie jest dostępne w języku polskim (Seminaria kliniczne i inne prace), i jest ono omawiane przez Buscha oraz Thomasa Ogdena. Ten ostatni zamieścił swoją interpretację tego seminarium w wydanej w Polsce książce Twórcze odczytania. Mam nadzieję, że pozwoli to tym z Państwa, których zainteresuje ta tematyka na własne, samodzielne „odczytania” Biona.

 

Kilka definicji

Choć przypisywane Bionowi, pojęcie „reverie” (marzenia, zamyślenia) pojawia się już w Studiach nad histerią Breuera i Freuda (1893/2008). W opisie przypadku Anny O. znajdujemy następujący fragment: „Znalazła się w stanie marzenia na jawie – ujrzała, jak ze ściany odrywa się czarny wąż i zbliża się do chorego, by go ukąsić” (s. 40). Breuer nazwał taki stan „stanem hipnoidalnym” i uznał go za typ auto-hipnozy, występujący naprzemiennie z bardziej zwykłymi stanami funkcjonowania na jawie. Kwestia otwartą pozostaje także to, na ile „równomiernie unosząca się uwaga”, jaką zalecał analitykom Freud (1912/2007) jako technikę pracy z pacjentem, może mieć związek z „zamyśleniem” i mogła być inspiracją dla Biona. Tak czy inaczej to Bion powiązał reverie z umysłem analityka i w ten sposób otworzył dla analityka nowe możliwości rozumienia pacjenta.

Zacznijmy od definicji trzech kluczowych terminów związanych z pojęciem „reverie”.

  1. „Elementy beta” – Bion przedstawiał elementy beta jako wrażenia zmysłowe powiązane z doświadczeniem emocjonalnym. T. Ogden opisał je w następujący sposób: „Elementy beta nie mogą być połączone ze sobą, by stworzyć znaczenie. Moglibyśmy z grubsza przyrównać je do »śnieżenia« w zepsutym telewizorze, gdzie żaden pojedynczy błysk ani żadna grupa błysków nie tworzy w połączeniu z innymi błyskami żadnego obrazu, ani nawet znaczącego wzorca. Elementy beta można jedynie ewakuować lub przechowywać – jednak nie w postaci wspomnień, lecz psychicznego szumu.” (s. 70)
  2. „Elementy alfa” – Elias da Rocha Barros wyjaśnia ten termin w następujący sposób: „Bion przedstawił hipotezę funkcji, którą nazwał funkcją alfa, której celem jest przekształcenie elementów beta w elementy alfa. Te ostatnie stanowią pierwszą formę reprezentacji doświadczenia emocjonalnego. W ten sposób emocje stają się czymś, co może być pomyślane, choć jeszcze nie stają się myślami. Można by takie emocje scharakteryzować jako pierwotne idee (proto-idee). Jeżeli tych elementów beta nie da się przekształcić i nie nabiorą one charakteru czegoś, co nadaje się do myślenia, według Biona (1963), są one albo wydalane z systemu poprzez procesy projekcyjne o charakterze ewakuacyjnym, lub też stają się objawami somatycznymi” (2000, s. 1008).
  3. „Funkcję alfa” Ogden opisał następująco: „Bion wprowadził pojęcie »funkcji alfa«, odnosząc się do nieznanego jeszcze zestawu operacji umysłowych, które we współdziałaniu ze sobą przekształcają surowe doznania zmysłowe (»elementy beta«) w cząstki doświadczenia (nazwane »elementami alfa«), możliwe do przechowywania w nieświadomej pamięci w postaci pozwalającej na tworzenie powiązań niezbędnych do nieświadomej, przedświadomej i świadomej pracy psychicznej: śnienia, myślenia, wyparcia, przypominania, zapominania, żałoby, zamyślenia i uczenia się na podstawie doświadczenia.” (s. 70)

Michał Łapiński we wstępie do polskiego wydania pracy Biona Uwaga i interpretacja (1970/2010) definiuje „zamyślenie” następująco: „Zdolność matki do wszechogarniającej miłości, otwartości i zrozumienia, która pozwala jej tolerować i przepracowywać projekcje dziecka (zwłaszcza te trudne do zniesienia). Dzięki tej zdolności matka używając swej funkcji alfa, nadaje projekcjom dziecka znaczenie, w rezultacie czego dziecko nabywa zdolności rozwijania własnej funkcji alfa i myślenia.” (s. 56) Sam Bion definiuje reverie w kilku miejscach w swej książce Uczenie się na podstawie doświadczenia (1962), choć trudno jest może używać słowa „definiuje” w odniesieniu do stylu Biona. Przywołajmy dwa dłuższe cytaty.

  1. Cytat pierwszy: „Komponenty psychiczne – miłość, poczucie bezpieczeństwa, lęk – różniące się od komponentów somatycznych muszą być poddane procesowi analogicznemu do trawienia. Gdy używamy pojęcia funkcji alfa, trudniej rozpoznać, czym jest ten proces, ale jego znaczenie odnajdujemy w wyniku dociekań psychoanalitycznych. Na przykład, gdy matka kocha dziecko, to za pomocą czego to robi? Jeżeli pominiemy fizyczne kanały komunikacji, odnoszę wrażenie jej miłość znajduje swój wyraz w stanie zamyślenia (reverie).

Choć w analizie bardzo trudno zbadać umysł osoby dorosłej, jest to łatwiejsze niż badanie niemowlęcia przy użyciu spekulacyjnych hipotez; badanie stanu zamyślenia u osoby dorosłej może pomóc nam wgryźć się w ten problem. Badając zamyślenie, będące psychologicznym źródłem zaspokajającym potrzebę miłości i zrozumienia, możemy wydedukować, jakiego psychologicznego receptora potrzebuje niemowlę, aby w pełni korzystać z zamyślenia, podobnie jak dzięki trawiennym zdolnościom układu pokarmowego może korzystać z tego, co oferuje mu pierś i mleko. Innymi słowy, jeżeli założymy, iż funkcja alfa umożliwia niemowlęciu korzystanie z tego, co inaczej byłoby ewakuowane jako elementy beta, czym są czynniki tej funkcji odnoszące się bezpośrednio do zdolności matki do zamyślenia?

Zdolność matki do zamyślenia jest traktowana jako nieoddzielna od treści zamyślenia, gdyż najwyraźniej zależą one od siebie nawzajem. Jeżeli karmiąca matka nie może pozwolić sobie na stan zamyślenia, albo jeżeli stan ten pojawia się, ale nie jest kojarzony z miłością do dziecka lub jego ojca, to fakt ten będzie przekazywany niemowlęciu, nawet jeżeli okaże się całkowicie dla niego niezrozumiały. Psychiczna jakość zostanie włączona do kanału komunikacji łączącego matkę i dziecko. Dalsze losy zależą od natury tych macierzyńskich jakości psychicznych oraz od ich wpływu na psychiczne jakości niemowlęcia, gdyż wpływ jednego na drugie to doświadczenie emocjonalne podlegające – patrząc z perspektywy rozwoju pary oraz jednostek wchodzących w jej skład – przekształceniom zarządzanym przez funkcję alfa. Termin »zamyślenie« można stosować do niemal każdej treści. Ja ograniczam ją jedynie do tych treści, które są przeniknięte miłością lub nienawiścią. Gdy używam terminu w tym ograniczonym sensie, to zamyślenie okazuje się stanem umysłu pozwalającym na odbiór czegokolwiek od osoby kochanej, a więc umożliwia odbiór identyfikacji projekcyjnych niemowlęcia niezależnie od tego, czy są przeżywane przez niemowlę jako dobre, czy jako złe. Innymi słowy, zamyślenie to czynnik matczynej funkcji alfa.” (s. 67-68)

 

  1. I cytat drugi: „Podsumuję sposób rozumienia terminów, których używałem do tej pory: a) Ego to struktura, będąca – jak opisał ją Freud – wyspecjalizowaną jakością wyrastającą z id, a jej funkcja polega na ustanawianiu kontaktu między rzeczywistością psychiczną i zewnętrzną. b) Funkcja alfa to nazwa nadawana abstrakcji używanej przez analityka do opisu funkcji o nieznanej naturze, dopóki nie będzie w stanie zastąpić jej czynnikami, na których istnienie uzyskał dowody w przebiegu dociekań prowadzonych przy użyciu funkcji alfa. Istnieje wiele czynników powiązanych z tą funkcją, między innymi funkcja ego przekształcająca dane zmysłowe w elementy alfa. Elementy alfa to obrazy wizualne, wzorce słuchowe, wzorce dotykowe, które można wykorzystać do tworzenia myśli marzenia sennego, nieświadomego myślenia na jawie, marzeń sennych, bariery kontaktu, wspomnień. W ujęciu klinicznym dziwaczne obiekty przeniknięte cechami superego są formami urzeczywistnienia będącymi bliskimi odpowiednikami elementów beta. (…) Warto zauważyć, że funkcję alfa można traktować jako strukturę, fragment aparatu psychicznego tworzącego barierę kontaktu.” (s. 57-58)

 

Fred Busch (2019) uwypukla w powyższych cytatach następujące elementy:

 

1/ funkcja reverie polega na przemianie beta elementów w elementy alfa w wyniku działania funkcji alfa;

2/ elementy alfa są powiązane ze zmysłami jako funkcjami ego (oczy, uszy, nos) skierowanymi na świat zewnętrzny, ale zmysły te nie mają same w sobie funkcji modulującej doświadczenie;

3/ reverie ma miejsce w relacji między matką a dzieckiem, ale stanowi rekonstrukcję z analizy dorosłych;

4/ reverie jest rozumiana jako psychiczny odpowiednik „trawienia” i jest wynikiem (wyrazem) miłości matki – do dziecka oraz do ojca dziecka – i miłość ta wyraża się zdolnością przyjmowania różnych doświadczeń emocjonalnych i stanów dziecka;

5/ reverie jest częścią (czynnikiem) funkcji alfa, która to funkcja pozostaje abstrakcją do czasu aż nie zostaną zrozumiane składające się na nią czynniki;

6/ czasem reverie jest traktowana jako funkcja, a czasem jako struktura;

7/ czasem funkcja alfa traktowana jest jako różna od ego, a czasem funkcje ego są traktowane jako część aktywności funkcji alfa.

 

Seminarium kliniczne Biona

 

Spróbujmy teraz pokazać Biona podczas pracy klinicznej – z nadzieją, że uda nam się zobaczyć to, czy Bion używa w tej pracy swoich „zamyśleń”. Zarazem poproszę o tolerowanie paradoksu, o którym już wspomniałem, a polegającego na tym, że w swych seminariach klinicznych (także w tym omówionym poniżej), nic nie wskazuje na to, by Bion korzystał z „zamyślenia” jako swoistego analitycznego narzędzia, choć jest jego twórcą.

Będę się opierał na zapisie wybranego seminarium klinicznego (Sao Paulo, Brazylia, 1978), które Bion prowadził, a które – jak wspominałem – zostało wybrane przez Freda Buscha (2019) i Thomasa Ogdena (2012/2019), by zademonstrować pewne specyficzne cechy stylu analitycznego Biona. Raz jeszcze: w seminariach klinicznych prowadzonych przez Biona bardzo trudno odnaleźć wyraźne przykłady zastosowania „zamyślenia” w pracy klinicznej. Levine i Reed (2015) stwierdzają wręcz, że: „Pomimo ich wspaniałości pisma Biona miały na celu bardziej przygotowanie umysłu analityka do jego czy jej spotkania z pacjentem i nie zawierały obszernych klinicznych przykładów lub szczegółowych zaleceń dotyczących techniki. Podejście Biona można by nazwać strategiczno/konceptualnym podejściem do relacji analitycznej”.

Mimo to mam nadzieję, że opis fragmentów seminarium klinicznego prowadzonego przez Biona w Brazylii i jego interpretacja przez dwóch doświadczonych psychoanalityków pozwoli nam uzyskać pewien wgląd w unikalny styl pracy klinicznej Biona, i że próbka tej pracy okaże się sama w sobie interesująca dla Państwa.

Oto początek seminarium:

 

„Narrator: Pacjent jest ekonomistą, ma 38 lat; w analizie u mnie od prawie roku. On i siostra zostali jako dzieci odesłani do dziadków, gdyż rodzice postanowili poświęcić się całkowicie opiece nad ich upośledzonym bratem. Pacjent mówi o sobie, że jest »sierotą, którego rodzice żyją«. Dobrze wygląda, ma dobre maniery i jest punktualny. Mam wrażenie, że jego kontakt ze mną ma jakieś aspekty rytualne.

Bion: Które z jego zachowań przypominają rytuały?

N: Porusza się mechanicznie; to jak podchodzi do kozetki i kładzie się na niej jest niezwykle dopracowane. Zauważyłem te aspekty także w tym, jak formułuje pierwsze zdania na początku sesji. Na przykład głęboko oddycha, a potem zawsze mówi: No cóż, doktorze… i używa pewnych wyrażeń takich jak: Przyniosłem panu dziś kilka snów albo: Mam nadzieję, że dziś dobrze popracujemy.

B: Dlaczego on twierdzi, że są to sny?

N: Po prostu mi to mówi.

B: To jedno ze słów używanych tak często, że ludzie myślą, iż wiedzą, czym są sny i mówią o nich bez cienia wątpliwości. Na jakiej podstawie stwierdzamy, że ten pacjent miał sen? I co uderza was w stwierdzeniu pacjenta, że on miał sen?

Uczestnik seminarium: Najpierw zapytałabym siebie, dlaczego mówi mi, że miał sen?

B: Tak, to ważne pytanie. Zazwyczaj nie mówimy obcej osobie: Miałem sen. Dlaczego więc ten pacjent przychodzi do psychoanalityka i mówi, że miał sen? Mogę sobie wyobrazić siebie mówiącego do pacjenta: Gdzie był pan ostatniej nocy? Co pan widział? Jeżeli pacjent powie, że nic nie widział – po prostu poszedł do łóżka – powiedziałbym: Nadal chciałbym się dowiedzieć, gdzie pan się udał i co widział. Jeżeli pacjent powie: No cóż, miałem sen, wówczas chciałbym wiedzieć, dlaczego mówi, że to był sen.” (s.163-164)

 

Fred Busch zauważa, że po przeczytaniu tego fragmentu pojawia się pytanie: „Dlaczego pacjent miałby nie zaczynać sesji od stwierdzenia, że miał sen?”. Przecież pacjent mówi do psychoanalityka, do kogoś, kto jest zainteresowany snami, a nie do obcej osoby. Busch przyjmuje założenie, że Bion starał się tym pytaniem zwrócić uwagę na psychotyczny aspekt pacjenta, przed którym pacjent bronił się rytualnymi zachowaniami. Bion stara się swoim „dziwnym” pytaniem podkreślić znaczenie tego co nieświadome, a także zwrócić uwagę analitykowi, że łatwo jest trzymać się założeń, które utrzymują wyraźne granice między tym, co świadome, a tym, co nieświadome. W tej sytuacji takim założeniem jest to, że pacjent jest w stanie odróżniać stan snu od stanu jawy i że to co pacjent nazywa „snem” jest snem, a nie halucynacją.

Busch zwraca także uwagę na to, że „dziwne” pytanie Biona („dlaczego on twierdzi, że to są sny?”) jest adresowane do grupy słuchających go analityków i stanowi zaproszenie do przemyślenia pewnych standardowych pojęć, tak by lepiej zrozumieć funkcjonowanie psychotycznego aspektu pacjenta (czyli takiego aspektu umysłu, który nie jest w stanie odróżniać snu od jawy). Zatem Bion swoim pytaniem stawia wyzwanie polegające na tym, by na nowo zastanowić się nad tym, czym jest sen i czym jest stan jawy. Gdy jesteśmy w stanie konfrontować się z pewnymi przyjętymi przez nas założeniami na temat rzeczywistości, możemy w takiej sytuacji w pracy analitycznej sformułować w umyśle pytanie: „Czy to był sen czy urojenie?”.

Busch stwierdza, że jego reakcją na wypowiedź Biona było poczucie dezorientacji – pojawiło się w nim pytanie: „Kto tu jest psychotyczny: Bion czy pacjent?”. Czy Bion naprawdę by powiedział takie rzeczy pacjentowi? Busch zauważa, że jego poczucie rzeczywistości zostało naruszone, odzwierciedlając w ten sposób stan psychotyczny i demonstrując to, jak wygląda kontakt umysłu analityka z psychotycznym jądrem pacjenta. W tym sensie Busch zauważa, że ten sposób uczenia analityków na seminarium może być pomocny.

Zarazem jednak Busch zauważa, że chciałby usłyszeć coś więcej od pacjenta, by móc stwierdzić, czy pacjent miał sen, czy też raczej było to urojenie, lub halucynacja. Tak szybkie zadanie pytania pacjentowi wydaje się nie sprzyjać rozwojowi „zamyślenia” lub widzeniu obron przed takim stanem. Bion jest raczej podobny do detektywa, który demaskuje to, jak pacjent stara się unikać kontaktu ze swoją nieświadomością. Konkludując, wydaje się, że w cytowanym fragmencie nie znajdujemy w podejściu Biona nic, co sugerowałaby używanie „zamyślenia” w pracy z pacjentem w sposób, w jaki piszą o tym, analitycy post-bionowscy.

Thomas Ogden komentuje „dziwne” pytanie Biona („Dlaczego on twierdzi, że to są sny?”) w następujący sposób:

„Bion natychmiast dociera do sedna tej sprawy, stanowiącej jego zdaniem emocjonalny problem, z powodu którego pacjent nieświadomie szuka pomocy analityka: niepsychotyczny aspekt pacjenta rozpoznaje, że jego psychotyczny aspekt zdominował osobowość i dlatego on sam nie może śnić. Bion za pomocą tego pytania sugeruje, że pacjent, w zakresie, w jakim jest psychotyczny, nie potrafi odróżnić percepcji sennych od spostrzeżeń na jawie, nie potrafi określić, czy śni, czy czuwa. (…) Żyje w świecie, w którym wewnętrznie wytworzone spostrzeżenia (halucynacje) nie różnią się ani od spostrzeżeń dotyczących zewnętrznych wydarzeń, ani od śnienia. W konsekwencji pacjent, próbując chronić się przed przerażającą świadomością tego stanu rzeczy, udaje osobę zainteresowaną snami”. (s.166)

Z kolei pytania, które Bion zadałby pacjentowi („Gdzie był pan ostatniej nocy?” itd.), Ogden komentuje tak oto:

„W ten sposób Bion mówi niepsychotycznej części osobowości pacjenta, że rozumie, iż pacjent nie wie, kiedy śpi, a kiedy czuwa. Gdy pacjent odpowiada, że po prostu poszedł do łóżka, Bion traktuje jego »sen« jak przeżycie o wszystkich cechach doświadczenia na jawie. Dalej komentuje: »Jeżeli pacjent powie: No cóż, miałem sen, wówczas chciałbym wiedzieć, dlaczego mówi, że to był sen« (s.164). Nie przyjmując tego, jak pacjent używa słowa sen (co ma służyć unikaniu prawdy), Bion pomaga niepsychotycznej części jego osobowości myśleć (między innymi stawiać czoła rzeczywistości, w której obecnie dominuje psychotyczna część osobowości). Bion między wierszami wyraża swoje przekonanie, iż rozpoznanie prawdziwego stanu rzeczy wpływa na równowagę sił między psychotyczną a niepsychotyczną częścią osobowości.” (s. 168)

Zdaniem Ogdena, Bion wchodzi w konfrontację z pacjentem, ponieważ uważa, że pomoże to niepsychotycznej części pacjenta stać się świadomą jego części psychotycznej. Jednak sposób, w jaki Bion to robi w tym seminarium, budzi wątpliwości Buscha, a może nawet i samego Ogdena, gdyż ten ostatni stwierdza pod koniec swojego tekstu poświęconego klinicznemu stylowi Biona: „Choć bardzo podziwiam wiele cech analitycznego stylu Biona, ożywającego podczas lektury Seminariów klinicznych, nie traktuję go jako modelu do naśladowania. Jak sam Bion powiedział w trakcie jednego z seminariów: »Sposób, w jaki prowadzę analizę, nie ma żadnego znaczenia dla nikogo z wyjątkiem mnie, ale może to dać wam pewne wyobrażenie o tym, jak wy robicie analizę – a to ma znaczenie«”. (s. 243)

Busch uważa, że wchodzenie w konfrontację z pacjentem, który broni się przed czymś, czego boi się najbardziej – przed świadomością swojego psychotycznego myślenia- byłoby raczej mało pomocne. Z tego względu Busch powątpiewa w to, że – jak uważa Ogden – „rozpoznanie prawdziwego stanu rzeczy wpływa na równowagę sił między psychotyczną a niepsychotyczną częścią osobowości”. Busch uważa, że równie istotną prawdą, którą analityk mógłby pomóc rozpoznać temu pacjentowi jest to, jak bardzo boi się poznania prawdy o sobie (np. tego, że myśli w sposób psychotyczny).

Zawarta w powyższych rozważaniach kontrowersja pomiędzy wartością interpretowania bezpośrednio tego, czego pacjent się boi, a wartością w pierwszej kolejności przepracowywania obron pacjenta pozostaje nie rozstrzygnięta we współczesnej psychoanalizie.

Przytaczając swoje wątpliwości na temat konfrontacyjnego stylu Biona, opisanego w tym seminarium, Busch odwołuje się do następujących myśli Freuda z tekstu O „dzikiej” psychoanalizie (1910/2007):

„Gdyby wiedza o tym, co nieświadome, była dla chorego aż tak ważna, jak uważa człowiek niedoświadczony w psychoanalizie, do wyzdrowienia musiałoby wystarczyć, że chory wysłucha wykładu czy przeczyta książkę. Ale środki te mają taki sam wpływ na nerwicowe symptomy chorobowe, co rozdawanie głodnym jadłospisów podczas klęski głodu. (…) Ponieważ jednak w psychoanalizie nie można nie podawać takiej informacji, nasze reguły zalecają, by stało się to dopiero wówczas, gdy spełnione zostaną dwa warunki. Po pierwsze, chory dzięki przygotowaniom sam musi znaleźć się w pobliżu tego, co wyparte, po drugie zaś, można to uczynić dopiero wówczas, gdy tak bardzo zwiąże się on z lekarzem (przeniesienie), iż związek uczuciowy z nim uniemożliwi mu następną ucieczkę.” (s.108-109)

To, co powiedziałem dotąd, może kształtować obraz Biona jako analityka, który nie korzystał w praktyce z własnych teoretycznych odkryć dotyczących „zamyślenia”, a co więcej nawet, mógł skłaniać się w stronę tego, co Freud nazywał „dziką” psychoanalizą. Chciałbym w związku z tym pokazać na koniec innego Biona i w tym celu przytoczę fragment jego tekstu Dowody (1976/2013) pochodzącego mniej więcej z tego samego czasu, co cytowane przeze mnie seminarium z Brazylii. Mam nadzieję, że fragment ten w pewnym stopniu pokaże Biona i jego „zamyślenie” w sytuacji klinicznej:

„Poniższe swobodne skojarzenie usłyszałem od pacjenta poddającego się analizie: Pamiętam moich rodziców stojących na szczycie rozwidlających się schodów i siebie stojącego na dole…i…. To wszystko, żadnych dodatkowych skojarzeń, koniec. Czekałem i w tym czasie, jak zwykle, miałem mnóstwo własnych swobodnych skojarzeń (które zatrzymuję dla siebie, bo przecież powinienem być analitykiem). Przyszło mi na myśl, że przypominało to werbalny opis jakiegoś obrazu, po prostu coś w kształcie litery Y. W tym stwierdzeniu – tak krótkim, tak zwięzłym i tak nagle urwanym – od razu uderzyło mnie to, że miało ono wiele skrywanych znaczeń, które nie były dla mnie widoczne. To, co dojrzałem, mogłem zapisać w postaci litery »Y«. Potem przyszło mi do głowy, że obraz byłby bardziej zrozumiały, gdyby odczytać go jako »spojrzenie w kształcie pytania ‘dlaczego?’« [uwaga tłumacza: Nieprzetłumaczalna gra słów. Pacjent mówi o rozwidlonych schodach, albo schodach w kształcie litery Y (an. Y-shaped stair), zaś autor, na drodze swobodnych skojarzeń, odczytuje to jako why-shaped stare, czyli : „spojrzenie w kształcie pytania „dlaczego”.]

Jedyny kłopot polegał na tym, że nie wiedziałem, jak przekazać to pacjentowi, tak by mój komentarz niósł jakieś znaczenie, nie potrafiłem też przywołać żadnych dowodów przemawiających za nim – z wyjątkiem tego, że taki obraz pojawił się w moim umyśle. (…) Gdy myślałem o tym obrazie później, wyobrażałem sobie coś na kształt litery Y, co – po naciśnięciu w miejscu, gdzie trzy linie się stykają przekształca się stożek lub lejek. Gdyby z kolei ten punkt przyciągnąć do siebie, powstałby wypukły stożek albo, jeśli wolicie, kształt piersi. Moim zdaniem tak właśnie wyglądało to pobudzające wyobraźnię swobodne skojarzenie pacjenta, ale ja nadal czułem się zagubiony, bo nie miałem pojęcia, co mógłbym powiedzieć, jaką – zrozumiałą dla pacjenta – interpretację sformułować. Innymi słowy, zastanawiałem się, czy moje komentarze mogą być jednocześnie wnikliwe i zrozumiałe? (…) Nic więc nie powiedziałem. Po chwili pacjent wrócił do skojarzeń, a ja zacząłem formułować coś, co uznałem za dosyć wiarygodne interpretacje psychoanalityczne” (s. 335-336).

Bion pokazuje tu swoje specyficzne poczucie humoru, rodzaj auto-ironii, gdy stwierdza: „miałem mnóstwo własnych swobodnych skojarzeń (które zatrzymuję dla siebie, bo przecież powinienem być analitykiem)” oraz: „Po chwili pacjent wrócił do skojarzeń, a ja zacząłem formułować coś, co uznałem za dosyć wiarygodne interpretacje psychoanalityczne”. Możliwe, że ten rodzaj autoironii jest elementem „zamyślenia”, a nie tylko specyficznego stylu klinicznego Biona? Zarazem w przytoczonym fragmencie wyczuwa się pewnego rodzaju ulotność doświadczenia, z którym ma kontakt analityk słuchając pacjenta. Wydaje mi się, że oddaje to następujące zdanie: „W tym stwierdzeniu (pacjenta) – tak krótkim, tak zwięzłym i tak nagle urwanym – od razu uderzyło mnie to, że miało ono wiele skrywanych znaczeń, które nie były dla mnie widoczne”. Moim zdaniem, ten opis stwierdzenia pacjenta dobrze oddaje naturę doświadczenia „reverie” – są to często myśli, obrazy które są „tak krótkie, zwięzłe i tak nagle urwane”, a zarazem wydają się być czasem tak pełne potencjalnych znaczeń. Zarazem w tym krótkim opisie jest jeszcze jeden element specyficzny dla „zamyślenia” – oprócz ulotności, jest to odczucie utraty czegoś, co potencjalnie ważne i znaczące, a co nie może się rozwinąć i być werbalnie komunikowane pacjentowi (przynajmniej w danym momencie).

Podsumowując, z tego co napisałem, wyłania się paradoksalny obraz Biona jako analityka, który nie pokazuje w swej pracy klinicznej (przynajmniej podczas seminariów klinicznych), że świadomie posługuje się „zamyśleniem” jako narzędziem technicznym w pracy z pacjentem. Możliwe, że „reverie” było obecne w jego postawie w bardziej ukryty sposób i bardziej pośrednio wpływał ona jego styl pracy, co wydaje się logiczne, biorąc pod uwagę choćby to, jak oryginalnie Bion był w stanie (re)konstruować świat psychotycznego umysłu. Użycie „zamyślenia” jako narzędzia analitycznego przypadło w udziale analitykom pracującym po śmierci Biona, takim jak przywoływany tu Thomas Ogden. Co prawda, w przypadku reverie nie ma jednego wspólnego post-bionowskiego stanowiska. Różni autorzy prezentują różne poglądy na temat tego, co dzieje się w umyśle analityka prowadząc do wystąpienia reverie. Różne są także poglądy na to, jak analityk może wykorzystać swoje reverie by doprowadzić do zmiany psychicznej w pacjencie. Panuje wszakże zgoda co do tego, że reverie jest wspólną konstrukcją psychiczną dwóch umysłów (analityka i pacjenta) podczas sesji, nawet jeśli wedle jednych reverie powstaje w przedświadomej, wedle innych zaś – w nieświadomej części umysłu.

Komentarze:

Jedna myśl w temacie “Co to jest “reverie”?”

  1. Przeczytałem powyższy tekst uważnie i mam pytanie o to, co byłoby nieznalezionym dowodem na to, że Bion stosował zamyślenie/śnienie w swojej praktyce? Czego szukamy?
    Czy nie może wystarczyć nam to, że używanie nienasyconych skłania umysł do zamyślenia/śnienia? Czy raczej powinniśmy zdefiniować myślenie i z tego budować sens zamyślenia/śnienia?

    Z poważaniem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

#1

Redakcja: Barbara Barysz, Julia Jastrzębska, Ewa Kobylińska-Dehe, Zbigniew Kossowski, Andrzej Leder, Adam Lipszyc.

Kontakt: wunderblock@wunderblock.pl

Ośrodek Myśli Psychoanalitycznej