Ośrodek Myśli Psychoanalitycznej
Instytut Filozofii i Socjologii PAN
wunderBlog

Wunderblock i zabawa w chowanego

Ewa Kobylińska-Dehe
20 grudnia 2020

Czy pamiętacie Państwo magiczną tabliczkę? Tę nazywaną niekiedy znikopisem, zabawkę wielkości kartki papieru, na której piszemy przy pomocy sztyftu i ścieramy zapis jednym ruchem ręki? Zygmunt Freud mógł ją kupić w 1924 roku w wiedeńskim sklepie papierniczym. Wunderblock składa się z kilku warstw: przeźroczystego celuloidu, kartki pergaminu i tabliczki wosku. Pisząc, wywieramy nacisk na celuloid, który przekazuje go warstwie pergaminu, a ten żłobi w wosku głębokie bruzdy. Pojawiają się one na powierzchni jako zapis. Przesuwając celuloidową płytkę, przerywamy kontakt między woskiem a pergaminem i zapis znika. Kiedy jednak spojrzymy na gładką powierzchnię pod światło, dostrzeżemy nieczytelne ślady. Wunderblock to słynna metafora aparatu psychicznego przy pomocy której Freud pragnął wyjaśnić zagadkę pamięci. Nasz umysł zdolny jest zarówno do nieograniczonego przyjmowania nowych wrażeń jak i do przechowywania dawnych w postaci trwałych śladów pamięciowych. Ową zdolność do receptywności i do retencji zawdzięcza aparat psychiczny różnym systemom: świadomej percepcji, która rejestruje, ale nie zachowuje, i nieświadomej, dynamicznej pamięci, która przekształca chwilowe wrażenia w trwałe ślady, nieustannie je przepisując.

Proszę zauważyć jak genialną metaforą jest Wunderblock wprowadzający na scenę idee uwarstwienia, przepisywania i zatarcia. Celuloid jest za gruby, aby pisanie na nim żłobiło wgłębienia w wosku. Pergamin – za cienki i delikatny, aby pisać na nim bezpośrednio, nie niszcząc go. Dlatego powierzchnia musi składać się z dwóch warstw: zewnętrznej, która chroni pergamin przed uszkodzeniem i wewnętrznej, która łagodzi nacisk, przenosząc go na kartkę, a ta dopiero żłobi w wosku wgłębienia. Podobnie dzieje się w aparacie psychicznym – bezpośrednie wrażenia zostają, jako zbyt intensywne, przepracowane, a tym samym złagodzone. O tym, które wrażenia pozostawią trwałe ślady, decyduje nieciągła praca aparatu psychicznego. Zerwanie kontaktu między woskiem i pergaminem odpowiada w aparacie psychicznym wycofaniu emocjonalnego zaangażowania (obsadzenia). Nie odbywa się ono jednak w sposób mechaniczny, kierowany automatyzmem odruchów, lecz zgodnie z zasadą przyjemności i jej braku, wzdłuż linii pragnienia i żałoby.

Przez trzydzieści lat szukał Freud modelu, który pozwoliłby mu scalić różne pomysły dotyczące sposobu funkcjonowania pamięci i znalazł go w końcu w Wunderblocku. Notatka zatytułowana Wunderblock[1] liczy zaledwie pięć stron, lecz dla wielu symbolizuje przełom w dotychczasowej psychoanalizie, mianowicie odrzucenie przez Freuda metafory archeologicznej.[2] Zamiast ruin i zamysłu, by rekonstruować z nich przeszłość w jej pierwotnym kształcie, pojawia się idea niezniszczalności śladu pamięciowego, ale zarazem niemożliwości rekonstrukcji, nieustająca gra obecności z nieobecnością. Wunderblock zapowiada późniejszą, równie słynną metaforę Freuda z Kultury jako źródła cierpień[3]: wizji topografii Rzymu jako współobecności różnych warstw czasowych w jednym miejscu. W metaforze Rzymu tkwi bowiem znaczący paradoks. Freud wprowadza go na scenę po to, aby unaocznić nam występowanie wszystkich stadiów rozwoju w tym samym miejscu i czasie, podkreślając zarazem niemożność unaocznienia owej współobecności. Wunderblock – aparat psychiczny opiera się wszelkim strategiom unaocznienia. Freud zdawał sobie sprawę z uwodzącej siły wizualizacji. Z jednej strony urzekała go plastyczność inscenizacji i symptomów histeryczek, z drugiej dostrzegał w nich przynętę dla wzroku, dzięki której to właśnie nadawały się one do dysymulacji nieświadomej, ale oddziałującej fantazji.

Symptomy czy inne wizualizacje nie są „odbiciem” jakiejś konkretnej, gotowej fantazji czy traumy, ale formacją kompromisową między tym, co się ukazuje, a tym, co się chowa. Owa fantazja czy trauma nie jest dostępna inaczej niż poprzez ów ruch chowania-pokazywania, przemieszczenia, deformacji, przekształcenia w przeciwieństwo, przechowania śladu w detalu – by użyć najbardziej znanych pojęć z psychoanalizy Freuda. Oporny, obsesyjny charakter symptomu odsyła do czegoś, co znajduje się poza semiotyką, chociaż z nią graniczy, ale ta granica jest rodzajem epistemicznej szczeliny. Freud powiedziałby – odsyła do wpisanych w cielesność pragnień, które mają swój los, chociaż nie jest to los biologiczny. „Niebiologiczny los” to metafora naznaczenia, która pozwala zrozumieć mnemotechniczną funkcję symptomu, aktualizującą nieświadomą pamięć. Mamy tutaj do czynienia z pojęciowością, która wymyka się zarówno ikonografii powierzchni, jak i semantyce głębi. Freud uznaje kompleksowość fenomenu, nie rezygnując z szukania jego struktury znaczeniowej. Nie poddaje jednak schematyzacji tego, co widzi, ani nie dopatruje się idei poza tym, co widzi. Szuka węzła znaczeniowego, analizując formy w powiązaniu z ekonomią napięć[4]. To, co dla jego poprzednika, Jeana-Marie Charcota, było jeszcze theatrum histerycznych póz i gestów, które można co najwyżej opisać i sklasyfikować, staje się w ujęciu Freuda inteligibilne. Jednocześnie nie „rozpuszcza” on symptomów w owej inteligibilności, lecz organizuje je w sensowną całość, która jednak nie jest dostępna poza konkretną analizą konkretnej osoby. Dlatego do historii przejdą osoby, analizowane przez Freuda: Człowiek od Wilków, Człowiek od Szczurów, Dora, mały Hans, Anna O. czy Emmy N., a nie przypadki i taksonomie. Freud nie szuka w swoich interpretacjach jakiegoś pierwotnego wydarzenia, lecz pokazuje jak nowe doświadczenia przerabiają wyparte wspomnienie, obraz, scenę, nadając im nowy sens i nową siłę sprawczą, traumatyzując je après coup: „Wyparte wspomnienie dopiero wstecznie staje się urazem”[5].

Współczesna psychoanaliza zdaje się nawiązywać do intuicji Freuda o równoległym trwaniu u neurotyka czyli każdego z nas różnych formacji: archaicznych i „dojrzalszych”, wtórnie opracowanych. Sublimacja nie polegałaby więc na odrzuceniu archaizmów, lecz przeciwnie, na utrzymaniu z nimi kontaktu i wykorzystaniu ich energii. Dlatego psychoanalitycy wolą dzisiaj mówić o pozycjach niż o fazach rozwojowych, do których była jeszcze przywiązana dominująca kulturowo powojenna psychoanaliza amerykańska.

Trudno w tym miejscu nie wybiec naprzód. Zamiast wcześniejszej scjentystyczno-pozytywistycznej nadziei na całkowitą rekonstrukcję przeszłości w jej pierwotnym kształcie, psychoanaliza zaczyna się jawić jako wielka lekcja nieobecności, w której zarówno Lacan, jak i Bion widzieli warunek tworzenia znaczeń. A może należałoby powiedzieć: jako nieustająca gra w chowanego, w „jest” i „nie ma” w procesie przekształcania. Thomas Ogden podkreśla jednoczesność występowania stanów z różnych czasów u jednego i tego samego pacjenta, niekiedy w trakcie tej samej sesji analitycznej. Winnicott nie miał kłopotów z poglądem, że warunkiem wszelkiej, a nie tylko dziecięcej twórczości jest uznanie, iż w tej samej mierze znajdujemy obiekt naszych pragnień, w jakiej go stwarzamy. Jean Laplanche odkrywa na nowo Freudowską fenomenologię czasu jako gry „za wcześnie” z „za późno”. Trauma wydarza się zawsze za wcześnie wobec naszych możliwości odpowiedzi na nią, i za późno, bowiem gdy na nią odpowiadamy już się wydarzyła. Wspomniani psychoanalitycy nawiązują do Freudowskiej koncepcji nielinearnego czasu z jego supłami, powtórzeniami, odroczeniami, latencjami i naznaczeniem wstecznym.

Ale cofnijmy się do poszukiwań Freuda, które doprowadziły go do Wunderblocku. Aby zrozumieć jak pracuje pamięć, czyli percepcja i retencja, Freud wyróżnia dwa rodzaje neuronów: przepuszczalne neurony spostrzeżeniowe, które nie stawiają żadnego oporu i neurony wyposażone w barierę kontaktu. Histologia z jego czasów nigdy nie potwierdziła istnienia takich neuronów. Od początku zatem był to rodzaj fantazji o neuronach, której Freud potrzebował, aby stworzyć koncepcję torowania. W wyniku działania i przeciwdziałania dwóch sił dochodzi do utorowania, które Freud potem nazwie śladem. Twórca psychoanalizy dość szybko porzuca substancjalny punkt widzenia (uznawanie neuronów za nośniki określonych cech) i zastępuje go zróżnicowaniem relacji między oddziałującymi na siebie siłami psychicznymi. Ślady utrwalają się dzięki wpisanej nieodłącznie w proces zróżnicowanych torowań powtarzalności. Aby można było powtórzenia zidentyfikować jako takie, muszą być one dyskretne i skończone. Oddziałują zatem na pamięć poprzez interwał. Czasowość reprezentowana jest tu w formie zerwania ciągłości. Pamięć przedstawiona zostaje jako dynamiczna siatka różnych torowań, o której Freud zaczyna myśleć jako o piśmie psychicznym. Teraz brakuje mu już tylko „maszyny do pisania”, którą wymyśla i decyduje się nazwać aparatem psychicznym, początkowo tożsamym z aparatem fizycznym. Ale poczynione przez niego obserwacje histeryczek nie pozwalają mu wysnuć tezy o prostej analogii obu aparatów, podobnie jak niemożliwa staje się forsowana przez niego początkowo analogizacja fenomenów psychicznych i fizjologicznych.

Taka analogia niesie ze sobą jeszcze inny problem. Organizm może chronić się przed bodźcami zewnętrznymi ucieczką, natomiast dla wewnętrznych napięć odpowiednik takiej ucieczki nie istnieje. Trzeba w inny sposób pozbyć się napięcia psychicznego. Jednak aparat psychiczny nie może funkcjonować zgodnie z zasadą bezwładności, czyli całkowitej redukcji napięć psychicznych. Freud jest zatem zmuszony do wymyślenia takiego modelu, który redukuje napięcia, ale ich nie usuwa. Stąd rodzi się pomysł wiązania energii. Pierwotny proces nadal przebiega zgodnie z zasadą usuwania napięć czyli wyładowania. Natomiast proces wtórny już zgodnie z zasadą wiązania energii i hamowania. Zamiast dwóch rodzajów neuronów mamy więc dwa rodzaje procesów zachodzących w różnych systemach. Tą drogą Freud dochodzi do myślenia topicznego, czyli do myśli o zróżnicowaniu systemów wewnątrz aparatu psychicznego. Topika zawiera ideę czegoś zewnętrznego zawartego we wnętrzu i umożliwia myślenie o rozmaitych systemach jako o różnych, zewnętrznych wobec siebie miejscach psychicznych. I choć dopiero trzydzieści lat później zainspirowała Freuda dziecięca zabawka – Wunderblock – jako model aparatu psychicznego, który pozwala mu połączyć w całość wcześniejsze idee, to już na bardzo wczesnym etapie mówi on zarówno o sensie, jak i o ekonomii sił psychicznych. Ale co to za siły, których nie można zmierzyć? Kolejna teoretyczna fantazja Freuda pozwoliła mu stworzyć specyficznie ludzką teorię popędów, które nie mają nic wspólnego z czysto biologicznymi instynktami. Tak jakby szukał przestrzeni do opisania psychiczności poza biologią i poza pełnią sensu. To Paul Ricoeur jako pierwszy rozpoznał ów mieszany dyskurs psychoanalizy: hermeneutyczny, który objaśnia znaczenie przy pomocy innych znaczeń, oraz psychoekonomiczny. Ricoeur zauważył coś niezmiernie istotnego: tylko zintegrowanie perspektywy energetyczno-ekonomicznej z teorią sensu umożliwia psychoanalizę jako interpretację[6]. Jak wskazuje doświadczenie kliniczne, idea kateksji (obsadzenia) nie może zostać porzucona na rzecz znaczenia. Sama poprawna interpretacja nic nie zmienia. Moc sprawczą ma, jak wiemy, dopiero dzięki przeniesieniu, które z kolei związane jest z obsadzeniem.

Inny francuski filozof, Jacques Derrida, kontynuuje tę linię, zarazem się jej przeciwstawiając. Myśli o sensie i o sile łącznie, nie oddzielając hermeneutyki od psychoekonomii. Ujmuje sens jako grę sił. W oparciu o topikę Freuda i jego ideę naznaczenia wstecznego mówi Derrida o uczasowieniu i o uprzestrzennieniu jako sensie. Uczasowienie odnosi się do pracy czasu opisanej przez Freuda przy pomocy pojęć takich jak opóźnienie, naznaczenie wsteczne, przesunięcie, czy latencja. Znaczenia powstają w wyniku odniesienia do znaczeń wcześniejszych i późniejszych. A to z kolei oznacza, że sens nigdy nie pokrywa się z samym sobą, lecz zawsze wskazuje na coś, co się usuwa. Pokazuje się poprzez wymykanie się rozumieniu. Właśnie w owym umykaniu „ukazuje nam się coś jako sensowne, coś co krzyżuje się z naszym rozumieniem”[7]. Oto hermeneutyka dotarła do swoich granic! Uprzestrzennienie wydarza się przez rozsianie sensu w różnych miejscach psychiki. Owo zewnętrzne wewnątrz, a zatem topika, przerywa spontaniczne przypominanie. Nieświadome nie ma spontanicznego i bezpośredniego dostępu do samego siebie, np. poprzez wczucie. Musi przejść drogę uzewnętrznienia.

Derrida pokazuje jak to wyjątkowe odkrycie – topiki aparatu psychicznego, pozwoliło Freudowi porzucić poszukiwanie jego miejsca w anatomii mózgu, ale zarazem wyjść poza intencję i znaczenie. Francuski filozof nawiązuje do Freudowskiej metafory pępka czyli punktu węzłowego znaczeń. „Nawet w wypadku doskonale objaśnionych marzeń sennych – pisze Freud – często trzeba zostawić jakieś mroczne miejsce, ponieważ w trakcie objaśniania zauważa się, że bierze tam początek kłąb myśli, który opiera się rozwikłaniu (…) Jest to pępek snu, miejsce, którym dotyka on tego, co nieznane. (…) W każdym marzeniu sennym znajduje się przynajmniej jedno takie miejsce, gdzie jest ono niezgłębione, niejako pępek, z którego wychodzi pępowina wiążąca je z tym, co nieznane”[8]. Chodzi więc nie o ukryty sens, ale o sens rozumiany jako przecięcie (pępowiny), związanie i powiązanie z nieznanym, ale też jako opór przed zawłaszczającym rozumieniem.

Notatka o Wunderblocku, najpierw pomijana, zaczęła intrygować czytelników, psychoanalityków i filozofów pod koniec lat 70-tych. Pierwszy krok zrobił właśnie Derrida. Od pierwszych zdań jego słynnego eseju o scenie pisma – tej mieszanki miłości, krytyki i skrupulatności – czujemy jak dalece Freud stał się dla Derridy ważną figurą przeniesieniową. To dzięki Derridzie możemy prześledzić krok po kroku, jak twórca psychoanalizy usiłuje znaleźć analogię między zjawiskami psychicznymi a fizjologicznymi i wtłoczyć je w kwantytatywną ramę. Jak z jednej strony trzyma się tradycyjnej nauki, a z drugiej próbuje od wewnątrz rozszerzyć, a niekiedy wręcz rozsadzić tę ramę. Derrida podziwia u Freuda to, co i my podziwiamy – wysiłek, z jakim stara się skonceptualizować to, co psychiczne i nieświadome, wykraczając zarówno poza neurofizjologię swoich czasów, jak i poza hermeneutykę, a także poza tradycyjne pojęcia metafizyczne, takie jak odwzorowanie, początek, obecność i ciągłość.

Na koniec chciałabym jeszcze pokazać jak metafora Wunderblocku pozwala spojrzeć z krytycznej perspektywy na dzisiejszą inwazję obrazów czy szerzej – na wszechobecną wizualizację. Freud zmagał się z zagadką pamięci, która nie zapomina, ale jednocześnie nie zachowuje wszystkiego niczym gigantyczna pamięć Funesa[9]. Dlatego wymyślił model śladów pamięciowych, które są z jednej strony niezniszczalne, a z drugiej muszą być nieustannie przepisywane. W tym procesie dochodzi do transformacji znaczeń, która z kolei wymaga odziaływania sił. Nie po to bowiem wymyślił Freud teorię specyficznie ludzkich popędów, aby ostatecznie osiąść w królestwie sensu. W metaforze Wunderblocku można odczytać zapowiedź myślenia o pamięci w inny sposób niż jako o spichlerzu, co jest zgodne z odkryciami zarówno współczesnej psychoanalizy, jak i embodied cognitive science. Wczesne wzory pamięciowe (ślady) aktywizują się w aktualnej sytuacji emocjonalnej, ale nigdy w pierwotnej formie. Nowoczesne techniki neuroobrazowania sugerują nam natomiast, że możemy zobaczyć jak pracuje nasz umysł i wielu psychoanalityków podatnych jest na tę mitologizację mózgu. Pogląd prezentowany choćby przez Wolfganga Singera i Gerda Rotha, że dzięki środkom technicznym można bezpośrednio zaglądać „w głąb nieświadomych warstw duszy”, jest uwodzicielską i zwodniczą metaforą[10], która wpisuje się w cywilizację obrazkowo-internetową, fetyszyzującą obrazy: „to, co widzisz jest tym, co widzisz”. Owe techniki oparte na algorytmach, nie są w stanie wyrazić ambiwalencji, niepewności, zacierania i ukrywania. Konstrukcje naukowe jak np. neurony lustrzane nie zastąpią nigdy subiektywności ludzkiego postrzegania i odczuwania, choć – jak to zwykle się dzieje – metafory naukowe przenikają z powrotem do naszych „światów życia”, do słowników terapeutów i pacjentów, którzy muszą się najpierw „zresetować”, kiedy chcą coś powiedzieć lub uaktywnić swoje „neurony lustrzane”, kiedy przestają rozumieć drugiego.

Techniki neuroobrazowania, choć niezbędne w diagnostyce medycznej, podobnie jak inne operacje nowoczesnych Wunderblocków, czyli komputerów, oparte są na liczeniu i przetwarzaniu w ten sposób ogromnych mas danych, bez których nie funkcjonowałby współczesny świat. Odcinają nas jednak od żywego doświadczenia naszego cielesnego bycia-w-świecie. A o nim właśnie opowiada nam notatka o Wunderblocku i inne pisma Freuda: o chodzeniu po śladach, o pracy pragnienia i pracy żałoby, o nieobecności w obecności, niewidzialnym w zobaczonym, niesłychanym w usłyszanym, o efektach nieświadomego w świadomym. Dlatego w psychoanalizie widzę etyczny postulat przeciwko renaturalizacji i technicyzacji doświadczenia. Czy jednak psychoanaliza przetrwa jako narracja o naszym byciu człowiekiem?

 

 

 

 

[1] S. Freud, Notatka o „cudownej tabliczce”, w: tegoż, Psychologia nieświadomości, przeł. R. Reszke, Wydawnictwo KR, Warszawa 2007, s. 289-295.

[2] L. Müller, Der Divan, die Apollokerzen und die Seele im technischen Zeitalter, Die Andere Bibliothek, Berlin 2019, s. 364.

[3] S. Freud, Kultura jako źródło cierpień, przeł. R. Reszke, w: tegoż, Pisma społeczne, przeł. Aleksander Ochocki, Marcin Poręba, Robert Reszke, Wydawnictwo KR, Warszawa 1998, s. 169-170.

[4] Por. G. Didi-Huberman, Image survivante. Histoire de l’art et temps des fantomes selon Aby Warburg, Paris   2002.

 

[5] S. Freud, Aus den Anfängen der Psychoanalyse, S. Fischer Verlag, Frankfurt 1975, s. 185.

[6] P. Ricoeur, Die Interpretation. Ein Versuch über Freud, Suhrkamp Verlag, Frankfurt 1974, s. 251. Wyd. pol.: O interpretacji: esej o Freudzie, przeł. M. Falski, Warszawa 2008, s. 292.

[7] B. Waldenfels, Das Un-ding der Gabe. Idiome des Denkens, Suhrkamp Verlag, Frankfurt 2005, s. 142.

[8] S. Freud, Objaśnianie marzeń sennych, przeł. R. Reszke, Wydawnictwo KR, Warszawa 1996, s. 443.

[9] J.L. Borges, Pamiętliwy Funes, w: Fikcje, przeł. Andrzej Sobol-Jurczykowski, Stanisław Zembrzuski, PIW 2019.

[10] Por. L. Haesler, Neuronale und strukturelle Veränderungen bei chronisch depressiven Patienten während einer psychoanalytischen Therapie, w: tegoż, Passagen, Transformationen – Neugier und Trauer in Prozessen der Veränderung, Psychosozial-Verlag, Giessen 2015.

Komentarze:

Jedna myśl w temacie “Wunderblock i zabawa w chowanego”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

#1

Redakcja: Barbara Barysz, Julia Jastrzębska, Ewa Kobylińska-Dehe, Zbigniew Kossowski, Andrzej Leder, Adam Lipszyc.

Kontakt: wunderblock@wunderblock.pl

Ośrodek Myśli Psychoanalitycznej